Yamamoto - 2011-10-07 09:19:45

Impresje Bieszczadzkie lub BieszCzad Blues

-Obudziłem Cię?
-Nie, a co się stało?
-Stara wywaliła mnie z roboty.
-O qrw… za co?
-Oficjalnie redukcja etatów. Idę spać, jak wstanę to się odezwę i wszystko opowiem.
-Ok, zadzwoń.
-Strzał.
-Nara.
Po zakończeniu rozmowy Yamo przyspieszył kroku. Dwa dni temu Ukraina, bezkresne wołyńskie stepy,  niebo błękitne aż do bólu głowy i noce skrzące się gwiazdami.
 
Dziś już Kraków i powrót do rzeczywistości, jak się okazało - dość brutalny.  Krótki telefon podczas szybkiego marszu w słoneczny sierpniowy poranek rozwiązał większą część problemów. Najbliższy kumpel wiedział,  rodzinę i resztę swoich znajomych zostawił w nieświadomości. Zwyczajnie nie był w nastroju do rozmowy.
    „Dwa lata na nockach, użeranie się z pijanymi studentami, przepracowane święta i Juwenalia. I co?” – myślał. Zwolniony został nagle, na początku miesiąca, bezpośrednio po powrocie z urlopu. Chociaż z drugiej strony poczuł ulgę. Już go męczyła ta praca i kierowniczka, która go nie lubiła, bo miał odwagę mieć własne zdanie często odmienne od jej wizji świata. Jakoś to będzie. Zawsze było.
    Po dwudziestu minutach marszu był już pod mieszkaniem wynajmowanym w starej kamienicy, z monopolowym i pizzerią na parterze. Współlokatorów nie było, jedynie ich rzeczy leżały porozrzucane po pokoju.  Rozkładając łóżko, machinalnie przesunął nogą puszki po piwie. Wiadomo, kawalersko-studenckie mieszkanie.
Nie myślał - położył się spać. Ukraińskie zmęczenie, zmiana czasu i blisko 550 kilometrów pokonanych różnymi środkami transportu wydatnie w tym pomogły. 
Padł jak ścięty.
Sierpniowy upał nadciągał mimo grubych kotar w oknach, duchota w powietrzu zwiastowała burzę…

….

Zagrzmiało…
    Szitfajter będący kiedyś  Hondą VFR podjechał pod kamienicę.  Chłopaki z pizzerii, wiedzieli do kogo to, więc jak zawsze zgodzili się rzucić okiem, czy ktoś nie grzebie przy sprzęcie.  Na drewnianej klatce schodowej zadudniły buty motocyklowe i w drzwiach stanął Majcher. Z długich włosów pozostał mu jedynie irokez, bo jak sam mówił ”czoło zaczęło mu na plecy spierdalać”, na grzbiecie stara skóra, miejscami przetarta do białości,  w ręce kask.
Trzynasta minęła, dżentelmeni już pić mogą, więc na stole dwie szklanki z żołądkową, ze sprajtem, lodem i ogórkiem.  Gorące fale powietrza walczyły o przewagę z chłodem płynącym z  podwórka, jakiś blues w tle, słowa i plany, które płyną leniwym strumieniem podświadomości.
-Nie masz pracy to masz czas.
-Umowę mam jeszcze na trzy tygodnie. 
-No tak. Czyli firma zafundowała Ci wakacje?
-W sumie…tak! - Szeroki uśmiech zagościł na twarzy świeżego bezrobotnego. Robak podróży toczył już w obu umysłach. Ale do realizacji jeszcze daleko. Na razie obaj kontemplowali wolność, jaka niemalże spadła z nieba.
-Tej, to jedźmy nad morze, w tym roku już raz byłem, a moja matula siedzi teraz w Kołobrzegu, przeskoczymy autobaną. 
-Pogieło Cię? Toż to prawie 800 kilo. I ..uj wie jaka pogoda po drodze
- Czekaj, zadzwonię do znajomej, która mieszka w Zielonej Górze, a to połowa trasy.
Szybki telefon i już im miny lekko zrzedły, w Zielonej leje, drugi na upewnienie się, w Kołobrzegu mgła i 10 stopni na plusie...Choojnia...A Kraków pławi się w słońcu i dyszy pod kurzem i upałem.
- Jedźmy w Bieszczady, mam znajome schronisko, przyjmą nas za pomoc, wiesz gdzie
- Wolałbym morze…
- Uparłeś się na to morze!
- A ty na Bieszczady!
- Wiem, że obaj jesteśmy na tyle pojebani żeby jechać 800 kilo nad morze, ale ja jeszcze muszę po sprzęta do domu podskoczyć, niby tylko 60 kilo ale zawsze coś, autobus w korkach pewnie 2 godziny będzie jechał. 
- No to jesteśmy umówieni,  spotykamy się u mnie i jedziemy na Jaworzec .
O odrapany blat kuchennego stolika po raz kolejny stuknęły szklanki, zabrzęczał lód. 
- Pamiętasz z majowego wyjazdu schronisko, tam pod górkę, gdzie Ewka i Paweł prowadzą. Będzie spokój, wino ‘kulawy miś”, piwo Leżajsk i te winkle… - gdzieś w obu głowach zaczął się klarować plan wyjazdu. Zamiast morza - Bieszczady, zamiast piasków buczyna, zamiast płaskiego wybrzeża i jazdy po równinach i polskich „autostradach” góry w kształcie śpiących psów i droga 28 którą Yamo znał na pamięć. W butelce powoli ubywało, rozmowa z planów zeszła na wspomnienia z poprzedniej pracy, opowieści  dziwnej treści, których bohaterami byli pijani studenci, policjanci, dziwki, taksówkarze i cała galeria ludzi przewijających się nocą przez stację benzynową.
Nagle padło pytanie:
– Tej, a powiesz Magdzie, że jedziesz? – Yamo zamyślił się, poskrobał po krótkich włosach, przeczesał palcami brodę
-Nie, co ma się denerwować, poza tym mniej wiesz krócej będziesz przesłuchiwany - Wtedy jeszcze się między nimi układało dziś już jej nie ma. Majcher zamilkł chwilę potem rzekł:
-No i dobrze, to ja spadam się przygotować, widzimy się wieczorem u Ciebie
-Jasne, to ja do domu po Zefira jadę.
-To do wieczora!
- Do wieczora!
Trzasnęły drzwi, trzeszczenie schodów utonęło w stukocie butów i po chwili gęstą, popołudniową ciszę rozdarł ryk V4. I tylko kurz zatańczył na asfalcie…



Kurz zatańczył na asfalcie, kiedy niebieski Zefir wyprzedzał rozmaity sprzęt rolniczy tarasujący  drogi w podkrakowskich wioskach - „Wiadomo kończą się żniwa, ale qrw skąd tyle tego” - głównie tego typu myśli przemykały przez głowę Yamo. Już nie brak pracy, nie dziewczyna odległa, nie dom i rodzice, którzy nic nie wiedzą o zwolnieniu i o wyjeździe. Te 50 kilometrów do Krakowa było sprawdzeniem motocykla i zapakowanego bagażu. Zresztą, co to za bagaż: bluza, podkoszulka, spodnie i wódka ukraińska coby za gościnę zapłacić. Niewiele trzeba, kiedy jedziesz w Bieszczady nie po to by łazić po górach a po to, by latać po winklach. „Dobrze, że znam tę drogę” - pomyślał przelatując obok otwartej paszczy kombajnu marki Bizon.
Spokój i ciszę willowej dzielnicy Krakowa zburzył charkot czterocylindrowego Zefira. Pod domem Majchra już stała równie skromnie spakowana VFRka. Szybka przysłowiowa fajka, sms do schroniska, omówienie trasy i pooooszło… na Królowej Jadwigi wyskoczyły dwa sprzęty i pomknęły na wschód. Szybkie przeciśnięcie się przez miasto,  tankowanie na wylocie na Wieliczkę i w drogę.
Do Limanowej przemknęli wioskowymi zakrętami.  Kręte drogi w ostatnich promieniach zachodzącego sierpniowego słońca wyglądały nieco inaczej niż zwykle. Raciechowice, Mstów, Rupniów zostawały za nimi w tyle, tylko gdzieś między domami charczenie pustych wydechów Zefira walczyło o prymat ze sportowym wydechem VFRy. Wreszcie Limanowa i wytęskniona droga 28, ich własna wersja Route 66.
Od Limanowej do New Sącza szybki przelot niemalże szczytami po dobrym asfalcie i wreszcie kotlina usiana paciorkami świateł. Serpentyny zapraszające do miasta nadciągnęły nagle, będąc jedynie przedsmakiem tych bieszczadzkich. Przy przejeździe kolejowym zwolnili, przekrzykując ryk silników ustalili postój na fajkę, zakupy i rozprostowanie kości.

Mały sklep na zakręcie, już ciemno, zbliża się magiczna godzina 22 i czas jego zamknięcia. Widać tę niecierpliwość u pani sklepowej, a tu jak na złość dwóch czarnych odzianych w skóry coś kupuje. Jeden cały na twarzy zarośnięty, drugi dziwnie obcięty, pewno jakieś łobuzy albo inne złodzieje i pijaki, bo przecież każdy pijak to złodziej.
O dziwno grzeczni i kulturni, ale kto by ich tam wiedział. Obserwować trzeba. Yamo zawsze zauważał takie spojrzenia, jako były ochroniarz i detektyw sklepowy znał i tę stronę medalu. W sumie śmieszyło go to. Szybkie zakupy: piwo, bułka, wódka, fajki, kiełbasa, konserwa.
Oba sprzęty stoją przed sklepem, kaski złożone u stóp jakby w hołdzie, mistyczny dym Marlboro otacza  dwie czarne postacie. Nagle podchodzi mężczyzna, na oko dwa razy od nich starszy, ogląda Zefira. Ciszę przerywa pytanie w kierunku dwóch motocyklistów
-Przepraszam Panowie to 750 czy 1100?
-750 tylko silnik ma z ZR7, dlatego trochę inaczej wygląda.
-Aha, kiedyś miałem starą CB 750, podobny styl. Piękna maszyna.
-Klasyczna.
-Klasyka – padło jednocześnie z obu ust.
-A Wy Panowie dokąd?
-W Bieszczady, żeby odpocząć i odreagować.
-Słusznie, czasem trzeba, a Panowie z daleka?
-Wyjechaliśmy z Krakowa,  ja z Zachodu, a kolega spod Oświęcimia.
-Aha, to jeszcze kawał drogi przed Panami - aż głupio brzmiało to „Panowie” w ustach mężczyzny, który mógłby być ojcem każdego z nich.
    Zapadła cisza, przerywana cykaniem stygnących silników, pełna zapachów sierpniowej nocy, uzupełnionych o tytoniowy dym i rozgrzany olej. Yamo i Majcher milczeli, nie potrzebowali słów, a mężczyzna pogrążył się w swoich myślach kontemplując klasyczne linie Zefira i bardziej nowoczesne kształty VFRy. Lekko odleciał. Po chwili magia się rozwiała, strzeliły kości, któryś z motocyklistów się przeciągnął, wyłamał palce – czas jechać, droga czeka.
Pożegnali się uściśnięciem dłoni i życzeniami szerokości. Jeszcze przed ruszeniem Yamo zdecydował, że następny przystanek to Gorlice i dotankowanie przed Bieszczadami.  I od nowa 28 przed nimi. „Dziwne” – myślał Yamo – „im dalej na wschód tym lepsza ta droga jest, szersza i bardziej zadbana”. Sam spędził przy zachodnim końcu tej drogi pierwszych 20 lat swojego życia. Nie myślał jednak zbyt długo, nie jest dobrze dekoncentrować się podczas składania się na winklach i lotu na prostej przez wioski. Przykładem tego był zakręt przed Grybowem, gdzie taka chwila nieuwagi zaowocowała zwiedzeniem pobocza i przekleństwem wmiętym między kask a brodę oraz wstydem przed J., który leciał tylko na jego tylnym świetle, bo drogi nie znał, a i okularów nie założył na trasę bo w kasku parowały.
Najgorsze były samochody z naprzeciwka, na szczęście im dalej w noc tym ich mniej…

Wreszcie Gorlice, szybkie tankowanie i dalej, tym razem odbicie na 993, która składa się z prawie samych prostych na lekko pofalowanym terenie między Krygiem a Nowym Żmigrodem.  W dzień widzieliby wiatraki, pola uprawne i sady, a na horyzoncie góry. W tym momencie przed sobą mieli jedynie asfalt otoczony krzewami pochylnymi wiatrem. Tutaj mogli wreszcie odkręcić do końca, każdy samochód był widoczny z daleka więc wreszcie Kawa i Honda mogły pokazać na co je stać.
I noc przecięta została przez snopy świateł, na przestrzeni prawie 40 kilometrów żadnego samochodu…

….

- Żadnego samochodu – słowa wypłynęły razem z dymem papierosowym, gdzieś  na przystanku przed Komańczą, dziurawa i pofalowana 897 męczyła ich swoim stanem, a i bliskość północy robiła swoje.

- Żadnego samochodu od Tylawy - powtórzył Majcher zaciągając się Marlboro
- Bieszczady – padła odpowiedź, znad puszki z piwem sączonej w ramach regeneracji 
- Jeszcze z półtorej godziny jazdy przed nami. Chyba, że coś się po drodze stanie  - pojedyncze światła w odległym bloku jedynie podkreślały ciemność nocy. Ostatni raz żar rozjarzył twarz Majchra, ostanie łyki piwa zniknęły z puszki.  Pozostało dopakować się do końca
i kontynuować podróż, coraz bliżej celu, chociaż już im się nie chciało
i gdzieś tam kiełkowała myśl, żeby zdrzemnąć się na jakiejś polanie albo w rowie przydrożnym, jak nieraz się zdarzało. Ale coraz zimniejsze powietrze przekonało ich żeby jechać dalej. Ruszyli dalej w noc bieszczadką, po części lawirując pomiędzy dziurami, a po części przelatując nad nimi. Wyobraźnia i pamięć opisywały teren po którym jadą, bo bezksiężycowa noc uniemożliwiała podziwianie okolicy i zmuszała do obserwacji drogi.
Tradycyjnie zatrzymując się przy tablicy < KONIEC ŚWIATA - 1 godzina >  Yamo czuł, że prawie są na miejscu. Kolejnym przystankiem była Siekierezada w Cisnej. Tam jak zawsze sporo osób, a że jeszcze wcześnie było to można zajrzeć. Na zewnątrz nic się nie zmieniło, sprzęty na parkingu na chwilę zostały, a do Siekiery wbiły się dwie postacie ubrane w skóry, z kaskami w rękach. Takie odwiedziny to nic dziwnego dla barmana, tylko godzina trochę późna. Przez gwar i dym przebiły się słowa:
- 2 razy po 50 gram żołądkowej.
- No to za Bieszczady.
- Nie, za ten jabany Statoil, dzięki niemu tu jesteśmy - stuknęło szkło o bar
- Jeszcze raz to samo - poprawili na drugą nogę, znów rozległ się ten charakterystyczny, jakże piękny odgłos i już ich nie było.
Ostatnie 20 kilometrów przed schroniskiem Yamo znał na pamięć, więc pogonił Kawę zapominając, że Majcher jedzie tylko na jego światła. I już Kalnica i znany zakręt, ostatnie kilometry przez uśpioną wieś. Most, pod którym w wakacje chodził do potoku jak do jacuzzi, już polana i wypał z retortami… Nagle zobaczyli czerwone Defendery z przyczepami, Straż Graniczna i GOPR.  Dawno żadnen z nich nie widział takiego nagromadzenia sprzętu i mundurów. Zatrzymali się, Yamo zszedł z motocykla zdjął kask, przeczesał brodę, po czym podszedł do najbliższej mu grupy.
- Dobry wieczór – zero odpowiedzi;
- Czy coś się stało na Jaworzcu? – po chwili krótkie „nie” zakończyło rozmowę.  Założył kask i dalej obaj poturlali się wąską drogą, która prowadziła do schroniska.
Droga wyryta była w zboczu góry, ograniczona z jednej strony głęboką doliną, z prawej stokiem. Ciemność przecinały snopy światła i tylko błoto mlaskało pod kołami.
Motocykle zastygły niedaleko starego cmentarza, jedynej pozostałości po wsi Jaworzec, od której nazwę wzięło schronisko turystyki kwalifikowanej, które teraz górowało nad nimi odcinając się ciemnym konturem na gwieździstym niebie.
Drewniane drzwi otworzyły się z lekkim skrzypnięciem, weszli po cichu do przedsionka drewnianej chaty. Z boku nagle wyłoniła się Ewa, która prowadziła schronisko. Warto było jechać te 300 kilometrów dla zaskoczenia w jej oczach i gorącego powitania, które przygotowała.
-Kiedy przyjechaliście?
- Przed chwilą. Na wypale minęliśmy GOPR, coś się stało?
- Szukali kogoś w górach, przed chwilą warczeli pod chatą, więc myśleliśmy, że to oni podjechali. Do tego pełno flar i rac w lesie. Jakaś rodzinka poszła w góry bez przygotowania i puścili dzieciaki przodem. No i dzieciaki się zgubiły gdzieś po drodze.
- Masakra, jak nie wiedzą, jak chodzić po górach, to po co chodzą…
Ewa od razu obudziła Pawła i Nikę, po czym zaczęły się nocne Polaków rozmowy do świtu… Podlewane dżinem,  piwem, żołądkową i wszystkim tym w co chata bogata; długo i treściwie.
Bieszczadzka noc jest najlepszą porą na prowadzenie rozmów wszelakich, co też miało miejsce i tym razem. W takich chwilach najlepiej tworzą się i cementują przyjaźnie, kiedy człowiek jest najmniej ograniczony i kontrolowany przez społeczeństwo i otoczenie.
Spektrum tematów było pełne od  socjologii, przez seksualność, aż do wspomnień o wspólnych znajomych i opowieści górsko -  schroniskowych. Płynęły w noc opowieści o ukraińskich stepach, biebrzańskich błotach, ludziach i ich podejściu do gór i życia. Dym z papierosów i świec łączył się z mgłą coraz bardziej.
Po jakimś czasie zmęczenie i alkohol zaczęły brać górę nad silną wolą całego towarzystwa, które powoli udało się do schroniska na zasłużony odpoczynek. Obsługa zamknęła się w swoim pokoju, a  obaj nocni jeźdźcy zalegli snem sprawiedliwych…Tak się przynajmniej wydawało na początku.
Bieszczadzki słoneczny poranek. Yamo niewiele miał  w życiu takich momentów, które mogą się z nim równać. Zerwał się, skoro świt dziesiąta i pierwsza myśl „Majchra nie ma,” .Świadczyło o tym puste łóżko i jego nierozpakowane rzeczy.”Gdzie on qrw polazł, przecież  razem wchodziliśmy do schroniska”. W kuchni przywitał do śmiech Pawła i Ewki, dalej nic nie rozumiał.
Dopiero po chwili jak ochłonęli dowiedział się, że jeszcze w nocy Majcher wyszedł ze schroniska i śpi obok motocykli. Znalazła go Ewa, kiedy odwoziła Nikę i Ankę na szlak.
Spał jak dziecko, wtulony w skórę, w cieniu VFRy, a nad nim słońce rozpalało błękitne niebo.




Słońce rozpalało błękitne niebo, zbliżając się do zenitu, pusta droga, cykanie świerszczy.
A miało być tak pięknie. Równy, prawie nowy asfalt na 897 zapraszał do jazdy. Prawy, dziewięćdziesiąt, redukcja, wyjście, sto dziesięć, i ognia…I lewy, znowu redukcja, wyjście i ogień, byle dalej, byle przed siebie.  Upajali się pustą drogą, zakrętami, latem, wolnością…

Nagle, gdzieś za Wetliną, w tę harmonię wdarł się zgrzyt. Warkot VFRy zamilkł, Majcher szarpnął głową zaskoczony nagłym przerwaniem pędu.
Zjechał na pobocze, chwilę za nim zatrzymała się Kawa
-Co? Niezawodna VFRa się zepsuła? – Yamo nie krył ironii, pamiętając docinki na temat swojego Zefira.
- Nieee, zgasła po prostu, ten typ tak czasem ma…
-Krzywą kierownicę też tak po prostu ma?
-Weź się piwem zajmij, dobrze?
-Przekonałeś mnie…
Syknęła otwierana puszka.
Majcher grzebał w instalacji szukając awarii, a Yamo kontemplował…

   
Bieszczadzka cisza dzwoniła  wokoło nich, gęstniejąc od upału. VFRka milczała.

Wreszcie Honda odpaliła i mogli jechać dalej przed siebie, bez wyraźnego celu , byle dalej, byle głębiej wejść w zakręt. Im bardziej się w tym zapamiętywali, tym mniej uwagi poświęcali widokom i miejscowościom, które mijali. Wołosate, Ustrzyki - znikały za ich plecami błyskawicznie.  Początek tygodnia, środek wakacji i puste drogi – idealne warunki na jazdę i oderwanie się od rzeczywistości…

Rzeczywistość dopadła ich  w Czarnej, gdzie  telefon Majchra złapał zasięg - wzywała go praca. Następnego dnia musiał się stawić w Krakowie, na spotkaniu z klientem. Nie mógł odpuścić tego spotkania…
Ale dziś jeszcze trwało. Korzystając z wymuszonej chwili przerwy wylądowali w tej samej miejscowości przy sklepie. Usiedli w cieniu, Majcher próbował jak smakują Mocne a Yamo wybrał Perłę spośród piw. Widać było po nich wczorajszą nocną trasę, nocne posiedzenie, a i dzisiejszy upał też swoje zrobił.  Bezruch popołudniowy, wydawać by się mogło, że to nie miejscowość wypoczynkowa, a jakieś opuszczone miasteczko na Dzikim Zachodzie podczas sjesty. Łapali oddech w cieniu spożywczaka,  i oni i ich maszyny. Rozmowa się nie kleiła, zresztą nie była potrzebna. Wiedzieli, że do schroniska czeka ich jeszcze jakieś czterdzieści, może pięćdziesiąt kilometrów. Czas relaksu.
Ciszę miasteczka przeciął warkot małego dwusuwa. Obaj automatycznie podnieśli głowy. Coś leci…
    Pisnęły hamulce, mały Romet  zatrzymał się na widok Zefira i VFRki. Zeskoczyła z niego przyjemnie zbudowana dziewczyna w stroju niezbyt motocyklowym, widocznie szorty i bluzka na ramiączkach bardziej się nadawały do jazdy niż skóry, na których teraz obaj leżeli.
- Coś się stało? W czymś Wam pomóc?
- Nie, dzięki, po prostu odpoczywamy.
-No to w porządku bo już się bałam, że coś nie tak – Yamo i Majcher popatrzyli na siebie zdziwieni, wiele w życiu widzieli,  ale ta dziewczyna  była inna – skąd pomysł żeby sie z własnej woli zainteresować  dwoma obcymi facetami.
-Skąd jesteście?
- Ja spod Krakowa, a kolega spod zachodniej granicy.
-A ja spod Rzeszowa, a teraz u wujka siedzę, na wakacjach.
-I tak sobie jeździsz po okolicy? I umiesz odpalać na kopa i zmieniać biegi? – któryś zakpił.
-Właśnie tak-perlisty śmiech uderzył o ściany sklepu. Coraz bardziej ich intrygowała ta dziewczyna, zwłaszcza, że zrozumiała żart.
-A rękawiczki gdzie masz? Możesz nie mieć kasku, kurtki, ale rękawiczki to podstawa – Majcer włączył swój tryb moralizatorski, czasem mu się zdarzało, zwłaszcza w takim stanie – jak chcesz więcej jeździć…
- No chcę.
-To rękawiczki są podstawą, wywrócisz się, bo na pewno się wywrócisz, to na co lecisz?
-Na dłonie.
-Dokładnie. Więc rękawice są podstawą, którą powinnaś kupić jako pierwszą rzecz jeżeli chcesz jeździć…. - dalszy wywód został przerwany dzwonkiem telefonu. Dziewczyna sięgnęła w czeluście dekoltu i wyciągnęła komórkę. Oddaliła się.
-Widziałeś te uda? Takie nabite i twarde - Yamo parsknął śmiechem,  upał zbyt rozleniwiał, żeby jeszcze myśleć o kobietach, mało to miał problemów w życiu.
-Sory chłopaki muszę lecieć. Obowiązki wzywają.
-Ok., my też będziemy się zbierać.
-Pamiętaj, za rok tu będziemy i sprawdzimy czy masz rękawiczki.
-Jjjasne, cześć chłopaki!
Romet wypuścił z siebie błękitny dym i zniknął razem z dziewczyną gdzieś za zakrętem.

Niedługo po tym, w ta samą stronę pomknęły oba motocykle. Droga prowadziła ich pomiędzy góry, już coraz mniej domów, a coraz więcej lasów.
Bieszczadzkie zakręty, tamtejsza przyroda, błękitne niebo i wszechogarniające poczucie wolności - tylko to ich zaprzątało….
Wypadli z lasu, Majcher prowadził – miał przewagę 20 KM i trochę więcej umiejętności…Przecięli skrzyżowanie. Yamo się zatrzymał, to tutaj mieli skręcić i do Cisnej na obiad jechać. Zdjął kask i długo słuchał warkotu Hondy pomiędzy wzgórzami. Wreszcie zamiast oddalać się zaczął się zbliżać.
-Przecież mówiłeś, że nie chcesz jechać nad Solinę. A ta droga tam prowadzi.
-Qrw mogłeś powiedzieć!
-Nie dałem rady, za bardzo odszedłeś, widać te drogi i ten klimat Ci służą.
-Jasne, dobrze że tu przyjechaliśmy.
-A chciałeś morze - Yamo nie krył zadowolenia, że zrealizowali jego plan.
Droga do Cisnej przez Buk, Bukowiec i Terkę wiła się doliną Solinki. Wąskie mostki ograniczały ich zapędy, ale i tak prędkości nie były kodeksowe, nie tylko tutaj ale także na całej trasie.

Siekierezada w słońcu wygląda nieco inaczej, ale dalej jest w środku tak samo, chłodno, ciemno, w tle brzdęk kufli, gwar rozmów i papierosowa snująca się mgła.




Snująca się mgła połączona z mżącym deszczem nie nastrajała optymistycznie, zwłaszcza przed długa trasą. Majcher powoli ruszał spod schroniska, nieszczęsne spotkanie w Krakowie było powodem jego wcześniejszego wyjazdu. Ostatni rzut oka na Yamo stojącego na kamiennej podmurówce, pożegnalne machnięcie ręką.
-Daj znać jak dojedziesz. I jak Ci trasa idzie.
-Jasne. Strzał
-Strzał. Szerokości.
Manewrując powoli Honda zjechała po mokrej trawie, po czym zniknęła za zakrętem. Jeszcze chwilę słychać było silnik, a potem już tylko ściana drobnej mżawki i mgły zasłoniła wszystko. Ostatni ruchomy element krajobrazu jakim był Yamo zniknął w drzwiach schroniska a natura z powrotem objęła to miejsce we władanie.

Maja - 2011-10-08 18:52:28

Miła lektura. Bieszczady....kiedyś tam pojadę

krowa - 2011-10-08 23:27:42

wszystko fajne, tylko po co pijecie alkohol a potem wsiadacie na motocykl?! Jaka macie frajdę z jeżdżenia na podwójmy gazie?

Yamamoto - 2011-10-09 11:37:23

Nie mam frajdy. Po prostu. Element życia i twórczości.
I tak wszyscy pójdziemy do piachu...

Kyousuke - 2011-10-11 11:34:13

Tak, tylko że jadąc na % nie ryzykujesz tylko swojego życia, ale też innych kierowców. Osobiście nie chciałbym spotkać Cię w takim stanie na swojej drodze. Dlaczego wsiadając po % na motocykl masz decydować o tym kiedy ja pójdę do piachu?

Nie mieszałbym w to twórczości.

Yamamoto - 2011-10-11 14:55:14

w jakim stanie? po browarze? przy mojej masie alkomat nie łapie nawet.
latam 10 lat. wszystkie gleby i kolizje miałem na trzeźwo.

Kyousuke - 2011-10-11 19:15:12

Yamamoto napisał:

wszystkie gleby i kolizje miałem na trzeźwo.

To akurat o niczym nie świadczy (a jeśli już o tym to może świadczyć że na trzeźwo pozwalasz sobie na brawurową jazdę). Wszyscy których znam, a którzy pozwalają sobie jeździć po % bagatelizują to, wszystkich usłyszysz jak mówią "to tylko jedno piwo". A to, za przeproszeniem gówno prawda. Chodzi o podejście, na to na co sobie pozwalasz. Komuś kto pozwala sobie pojechać po jednym piwie, zdarzy się pojechać po dwóch.

A poza tym jak myślisz jak Twój post, a zwłaszcza to (poniżej) może wpłynąć na zdanie przeciętnego Kowalskiego o motocyklistach? Oczywiście - jeżdżą jak głupi na oktanach a potem powodują wypadki!

http://www.breinride.home.pl/moto/images/artyk/bieszczad/IMG_1636.jpg



Sorry za bezpośredni ton mojego posta, ale jestem zdecydowanie przeciwny czemuś takiemu. A już dorabianie do tego "lajfstajla" i podciąganie pod element twórczości... no sorry... that's just bullshit.

Yamamoto - 2011-10-11 22:59:48

Przeciętny Kowalski nie wchodzi na takie strony jak ta i jak ta na której opublikowałem opowiadanie.
A patrząc na mnie nawet bez sprzęta ma mnie za bandytę. i pijaka i złodzieja, bo każdy pijak to złodziej.
Jest to naganne owszem. Nawet bardzo. I prowadzi do śmierci.
Niech będzie bullshit. Jestem gówniarz i cieszę się życiem.

a tak na prawdę to liczyłem na jakieś uwagi nt. opowiadania no ale cóż...
cdn...

Jasiu - 2011-10-12 19:19:19

opowiadanie spoko, bardzo przyjemnie się czyta, masz talent do pisania:)
ale co do piwa to w 100% zgadzam się z Kyosuke

Yamamoto - 2011-10-12 20:48:52

i o coś takiego mi chodziło :D
Czytaliście wspomnienia Sonnego Bargera?
Lub np.:
http://www.breinride.home.pl/moto/index … Itemid=162
http://www.breinride.home.pl/moto/index … Itemid=171

krowa - 2011-10-13 12:20:09

Yamamoto napisał:

Przeciętny Kowalski nie wchodzi na takie strony jak ta i jak ta na której opublikowałem opowiadanie.

Przeciętny Kowalski nie, ale przeciętny dzieciak Kowalskiego tak  . . . i jaki mu dajesz przykład?!


Yamamoto napisał:

Jestem gówniarz i cieszę się życiem.

Brawo za odwagę i przyznanie się! A co do tego ciesze się życiem, to pozwól cieszyć się innym ich życiem i nie wyjeżdżaj na drogi publiczne po pijaku!

Yamamoto napisał:

a tak na prawdę to liczyłem na jakieś uwagi nt. opowiadania no ale cóż...
cdn...

A my o czym piszemy?!

wojt70 - 2011-10-14 21:58:50

właśnie takiej wyprawy mi brakuje !!!!

Yamamoto - 2011-10-31 21:14:06

Bieszczady, Jaworzec. wyjazd w sobotę o 22 z krk. Powrót dziś. Afra jest własnością lidera Normalsów.
http://images39.fotosik.pl/1150/725dcc225fb58a08m.jpg

http://images45.fotosik.pl/1184/2b408de17dd0419bm.jpg

http://images50.fotosik.pl/1193/50c8d8d9df2cd6d8m.jpg

http://images49.fotosik.pl/1157/02a3e83ca72334cam.jpg

http://images35.fotosik.pl/996/57edca3f18f74d62m.jpg

Jakość średnia bo z komórki foty ale klimat jest

Bo się nie da dopisać do swojej wypowiedzi kolejnego posta.
Żelazo nie klęka. Niepodległość 2011

Głód jest silny, ale stan stabilny
Oczy widzą, silna ręka, pamiętaj
Żelazo nie klęka!

http://images38.fotosik.pl/1198/a7e50933fc8080f1m.jpg

Ból jest duży, to już koniec podróży
Słaabo?! Silna ręka, na zawsze
Żelazo nie klęka!

http://images37.fotosik.pl/1170/a7dcbd6877f1ed22m.jpg

Moc jest z nami chłopakami, dziewczynami
Ekstaza i udręka, pamiętaj
Żelazo nie klęka!

http://images39.fotosik.pl/1174/b96d2f698a9920dfm.jpg

Czas ucieka, a wróg nie czeka
Słaabo?! Się nie lękaj, pamiętaj
Żelazo nie klęka!

http://images40.fotosik.pl/1199/f17986a2d1b91417m.jpg


Głód jest silny, ale stan stabilny
Słaabo?! Silna ręka, pamiętaj
Żelazo nie klęka!


więcej:
http://www.facebook.com/media/set/?set= … dbb1bfb2dc

zeszły weekend :D

speedward - 2013-01-20 20:22:54

Super opowieść!!! Napisana tak,że byłem tam z wami i czułem smak żołądkowej,malborasów i perełki. Co się zesrało w VFR?

Yamamoto - 2013-01-20 21:02:10

W niezawodnej Huondzie akurat na tym wyjeździe poluzowały się kostki w okolicy przekaźnika rozrusznika. I coś chyba z regulatorem napięcia. Pamiętam, że sporo dłubania za pierdołą. W sumie po zapachu bo szukaliśmy śmierdzącego plastiku, co się tli :D

Yamamoto - 2016-08-24 14:21:53

BieszCzad Blues gra już mi w duszy.
Kupiłem namiot. Wygodny, a nie przetrwalnik.
15-20 wrzesień br.
Plan
Jazda turystyczno - oswajająca się z moto.
Czwartek - Będkowice - Zdynia http://kempingzdynia.pl/
Piątek - Zdynia - Bardejov - Svidnik - Balnica http://www.balnica.pl/
Sobota - Balnica - Cisna Tramp http://www.bieszczadytramp.pl/ + Siekierezada http://www.siekierezada.pl/
Niedziela/poniedziałek - wynikowo - Jaworzec/Solina/Przystań Motocykolwa http://www.motocyklemwbieszczady.pl/.
Wtorek - bolesny powrót do rzeczywistości.
Gdyby np czapter Podkarpacie albo Loobleen zapragnął nagle zalkoholizować się w Siekierezadzie to będziemy.

Pudelski7 - 2016-08-24 14:24:17

Masz coś do przetrwalników ;P

Yamamoto - 2016-08-24 14:28:23

Mam. Wstręt :D

I mam go dość po 10 dniach nad morzem :D

Pudelski7 - 2016-08-24 14:37:11

Tak na serio to też juz mam go dość dla jednej osoby okej ow 2 podczas deszczu to masakra.
Może 17 albo 18 zrobię rundkę po Bieszczadach. Jak będę w podobnej lokalizacji to będę dzwonił.

Yamamoto - 2016-09-21 09:45:44

BieszCzad Blues gra nadal.
Miałem dobry plan, ale nie wyszedł.
Czwartek - Będkowice - Zdynia http://kempingzdynia.pl/
Na dzień dobry pogubiliśmy się z Paszczakiem na trasie. On wyjechał wcześniej, myśląc, że jest opóźniony. Odnaleźliśmy się na Grosarze w Gorlicach. DK 28 porozkopywana, więc do Gorlic walka z robotami drogowymi i wypadkami. Od Gorlic do Zdyni pusto. Winkle i serpentyny przed Zdynią zaskoczyły. Bardzo. Bardzo, bardzo. Polecam. Zwłaszcza na początek wyjazdu i otrzeźwienie po mieście i cywilizacji.
Kemping Zdynia - polecam każdemu. Na końcu wsi stoi budynek socjalny (wysokiej jakości - kible, prysznice, aneks do mycia garów, weranda, miejsce ogniskowe), a wokół masz pole namiotowe. Rozdziewiczam Marabuta. Nocą usypiały nas jelenie na rykowisku i żurawie w kluczach (tło dźwiękowe całego wyjazdu), a o poranku delikatna pobudka dźwiękiem pasterza, który crosem i psem przeganiał dzwoniące owce.

Piątek - Zdynia - Bardejov - Svidnik - Balnica http://www.balnica.pl/
Śniadanie.

Kolejny dzień objazdowy (lekko) W Bardejovie nie udało się dotrzeć na zamek, ani na rynek średniowieczny. Sam zamek z drogi wygląda magicznie, pojawia się i znika. Zmoczyliśmy pośladki w Baredjovskich Kupelach. Za parking nie zapłacili, ale przeszli przez całą długość uzdrowiska. Żeby przekonać się, że można tam dojechać na moto. Przed Svidnikiem micha. My z Paszczakiem zasmażany syr. Vox populi vox Dei. Omijamy Dolinę Śmierci - zostałem przegłosowany. Ciśniemy po świeżo wylanych słowackich drogach. Jak oni tam przepisów przestrzegają....Prosty wniosek - jeżeli lokalersi jadą wolno to my ich nie wyprzedzamy. Od Svidnika lecimy do Polski spinając poślady, bo czeka nas offroad. Jadąc jako ostatni pocieszam się pomnikami walk, które są po rozrzucane po łąkach, wzdłuż drogi. Łącznie z Dakotą, której ogon i kawałek kadłuba miga między łąkami i drzewami. Potem DK 19, i koleiny, i TIRy, i StraSZ Graniczna, co straszy kamizelkami. W Tylawie odbicie na DW 897 i wg mnie początek Bieszczad. W Komańczy tankowanie- tym razem trafiamy na otwarty CPN i zakupy . I potem dalej do Maniowa. W Maniowie odbijamy na Balnicę. Jeżeli lubisz swój śliczny, wypolerowany motocykl to tam nie jedź. Jeżeli nie umiesz jeździć po kamieniach/siutrach/błotach/koleinach po zrywce drzew to tam nie jedź. Jeżeli wymagasz hoteli min ***to tam nie jedź.
6 km bieszczadzkiego offroadu zakończone postojem przy starym budynku stacji kolejowej i najdalej na południe wysuniętej skrzynce pocztowej. Końcowa stacja kolejki wąskotorowej. Klimat licealnego picia na torach.
I znów cisza (jeszcze większa niż w Zdyni), i znów jelenie i żurawie. Tym razem nie rozbijamy namiotu.

Sobota - Balnica - Cisna Tramp http://www.bieszczadytramp.pl/ + Siekierezada http://www.siekierezada.pl/
Sobota zaczyna się posiłkiem i niechęcią do opuszczenia miejsca noclegu. Za dobrze. Gospodarz zachęca, psy nas zatrzymują, kac delikatny szumi w głowie.
https://scontent-frt3-1.xx.fbcdn.net/v/l/t1.0-9/14344261_1365556983473860_8352402235585538609_n.jpg?oh=314c6b52eeef609dd4c029150e47d06d&oe=5877999F
Nic to droga wzywa, zwłaszcza, że mamy do pokonania magiczne 21 km do Cisnej, w tym 6 km po siutrze bieszczadzkim. Na dzień dobry. Dolatujemy do Trampa. Po rozbiciu się liczymy namioty na polu - dwa. Nasz i Paszczaka. Po za tym pusto. Jacyś ciepli Panowie na nowych BMW i Dużym Sromie alienują się w przyczepie. Skoro nocleg mamy zaczynamy relaks. Jeszcze trasa do Wołosatego, żeby zaliczyć winkle i kolejny kraniec Polski. Powrót z przerwą na szamę w http://www.pawelniecalkiemswiety.pl/. Serdecznie polecam. Dobre jedzenie w dobrej cenie. I mają dobre piwo bezalkoholowe.
Sobota wieczór - Siekierezada.Do oporu i chyba do zamknięcia (nikt z nas nie pamięta). Wino, karty, pod koniec pojawia się dwóch Czechów -  po rosyjsko angielsku uderzam, i chyba po polsku, Paszczak mieszanką totalną. Pogoda barowa, bo przyszła zapowiadana burza.
Niedziela - pobudka na Trampie, szyki rzut oka na niebo - szaro, zimno, mokro. Akcja regeneracja - dzień zaczynam od wina wczorajszego, potem piwo i kwaśnica w  http://ukarnasow.pl/. Paszczak ma smaki, więc poluje na pierogi w barze  Na Zamościu. O 14 zabieramy się kolejką na Przysłup - jazda dostarcza dużej ilości obserwacji socjologicznych :D, kończy się groźbą kierownika pociągu ze wrócimy do Sanoka za pomocą policji zaliczając izbę wytrzeźwień. Bo spotkaliśmy Czechów z wczoraj i śmieliśmy się śmiać i spożywać alkohol w postaci piwa na 5 osób. Co przeszkadzało geriatroturystom.
Po uspokojeniu sytuacji wracamy do kolejki i nazad do Cisnej. A. Kolejką pojechaliśmy na krzywy ryj. Mimo naszej chęci zapłaty nie było komu zapłacić.
Powrót się dłuży, bo nie ma z nami gadatliwych Czechów. Potem Siekiera, w opór piwo, karty, rozmowy  - do zamknięcia. Pamiętamy wszyscy tym razem.
Poniedziałek - odsypiamy picie, krótka trasa wokół Cisnej, bo mży. I dla odmiany - Siekiera.
Lekki zjazd, leniwe sączenie i żucie. Podbija lokalers z tekstem:"Przepraszam mogę się przypierdolić?" Po czym płynie rozmowa o tym jak to tu jest, kto kogo zna. Paszczak znajduje jakiś wspólnych ciśniańskich znajomych. Płynie czas przez palce. Nagle wpada dziewczę z psem na smyczy. "Szukaj, szukaj...",
-O cześć tato.
-Cześć Ewka - to moja córka Ewa - szybka prezentacja
- Gdzie masz wujka dentystę?
-Śpi przy barze.
-A. To nara.
I dalej popłynęło się....

Wtorek = sakum pakum i długa do domu. Pizgało okrutnie.
850 km. W 6 dni. 3 motury. 2 kraje. 2 województwa. Wrażeń milijon.

Bieszczady we wrześniu są cudne i mają przyszłość. Już bez stonki turystycznej, ale jeszcze ciepło. Sporo studentek....ale uniwersytetu trzeciego wieku. Stąd różnice światopoglądowe powodujące chęć wzywania policji.
Wyjeżdżamy jak zawsze z niedosytem.

Żadne z miejsc, które poleciłem w opisie mnie nie sponsorowało. Wręcz przeciwnie :D to myśmy tam pieniądz zostawiali.
Na łikend zapowiadało się ok 30 osób. Powiadomiliśmy 40. Nie przybył nikt. Niech żałują....
Trasa co ja  pokonałem:
https://goo.gl/maps/13eHa5SHbB72

mar33cki - 2016-09-21 10:23:31

eh fajne rejony, tym bardziej że część z nich niejako 'moja' bo z Nowego Sącza pochodzę, a od lat kilkunastu nie jechałem motocyklem w stronę Gorlic... i żałuję... jakoś ode mnie daleko...
no i fajnie się czyta, choć trasę na mapie guglowej mógłbyś wstawić, bo leniwy jestem :P ;)

Yamamoto - 2016-09-21 10:52:35

Będę jeszcze edytował i foty dodawał :D

Edit

Więcej fot będzie jak dotrą. Ale nie obiecuje, bo kolekcjonowaliśmy wrażenia i klimat, a nie foty i kilometry....

Kamel78 - 2016-09-21 11:30:39

No to czekam na fotki. Opis rewelacyjny.

My name is Czak ;PaszCzak - 2016-09-21 14:46:22

Dlaczego jak jestem tutaj , to tak bardzo nie ma mnie tam ?

Winkielki do Zdyni również polecam . Cymesik , mniód i ultramarynka .

JACHOO - 2016-09-21 17:07:02

Już po pierwszej fotce widać że zajefajne miejsce. Yamamoto jak zwykle świetny opis. Czekam na dalszą fotogalerię.

Panda - 2016-09-21 17:40:18

Fajnie.

Rzeczywiście, gdy tam jechałem, to większość na Słowacji jeździła spokojnie, ale zdarzali się też wyścigowi. Ten zamek pamiętam :)

Jeszcze czekam na zdjęcia.

Yamamoto - 2016-09-21 17:52:42

Na Słowacji są chore ceny mandatów. I to Juro:/

PalaszD - 2016-09-21 18:06:16

a ja przez Słowację zapierdalałem ile się dało :) z Austryjakami na enduro sobie wyścigi na winklach urządziliśmy ;) oprócz wszechobecnych cyganów nie było widać nic więcej...

Co do opisu - bajeczka :) brzmi jak wstęp do jakiegoś porządnego motocyklowego opowiadania. Jak masz foty to okraś nimi ten opis :) będzie jeszcze lepiej się zazdrościło :)

Borknagar - 2016-09-23 09:46:34

Fajna wyprawa. Dobrze, że pogoda i ludzie dopisali. Ten zamek w Bardejowie też muszę odwiedzić, skoro taki fajny. Mi sie niestety w tym roku nie udało zajechać w Bieszczady, choć planowałem.

Yamamoto - 2017-06-05 15:05:50

Plan na Bosskie Ciało 2017
Urlop klepłem więc jest dobrze.
Czwartek - Dojazd.
ok 10 z Zatora wyjeżdżamy.
Nocleg TRAMP Cisna (wypada wtedy Bieg Rzeźnika, więc spore tłumy i napięcie onanizatorów na przestrzeganie ciszy nocnej i abstynencji). Kumpel klepnął domek z dala od zakwaterowania uczestników Biegu Rzeźnika. Wokół niego się rozłoży miasteczko namiotowe.
Piątek:
https://goo.gl/maps/B86WnZazp3E2
+ dojazd z Wetliny/Cisnej
Sobota:
Pętla+Gęsi Zakręt+ Przystań motocyklowa. Może wreszcie tam dotrę.
Niedziela:
Powrót.

Yamamoto - 2017-07-08 13:36:43

Mini BieszCzadBlues:
(nie mnożyć postów nad potrzebę)
Piątek
Zator-Zdynia
Dojazd na spokojnie. Raczej DK 28 niż A4 i wioski.
Nocleg:http://kempingzdynia.pl/ ( bez namiotów, pokoje z własnym psiworkiem)
Sobota:
Beskid Niski i okolice Zdyni lub zalew Klimkówka i moczenie dupska. Lub wszystkiego po trochu.
Niedziela:
Powrót.
Skład na tę chwilę: Reksio, Fazer 600, Viadro 1000, V Storm 650.
Generalnie robię małe imieniny - zamiast tych na zlocie.

woj191 - 2017-07-09 19:44:32

Kiedy wyjazd

Yamamoto - 2017-07-09 20:13:54

14.07 ok12/13 Zator. Jutro wersja ostateczna.

https://goo.gl/maps/zYZW5RQCK342

www.radio-stolica.pun.pl www.szkolapijarki.pun.pl www.totaldramaforum.pun.pl www.speedwaymanagers2.pun.pl www.lechooo.pun.pl