dzieciaki na wycieczce szkolnej, FJRa gotowa do wyjazdu, długi czerwcowy weekend z planami na Słowację. W kufry pełne. Dedykowane torby do bocznych to super sprawa.
1. dzień generalnie dojazdowy https://maps.app.goo.gl/UG5amyPT1g7HMXfA7.
Zaczęło się korkiem na AOW aż do A4 :icon_neutral:. Potem nieustanna tragedia zwana autostradą A4. Co chwilę ktoś z Rajdu Koguta - mnóstwo odrestaurowanych staroci, ale Tarpan cisnący 70km/h mnie rozwalił :icon_biggrin: Straszna szapanina, ruch jak cholera, każdy musi jechać lewym pasem, nawet jak wolniej niż pustym prawym... Jakoś dotrwaliśmy do Katowic, a stąd już luzik. Spokojna droga, praktycznie nikt sie nie pcha, wszyscy spokojnie do przodu. W Bielsku zupełnie przeoczyłem zakręt idiotów, zdaje się że z powodu remontu
Do Orawskiego Hradu dotarliśmy tuż przed jego zamknięciem, więc nawet tam nie wchodziliśmy. Klasyczny słowacki obiad i piwo 0% uratowały dzień :icon_biggrin: Kolejny postój nad ciepłą sadzawką Termálny prameň Kalameny - podobnie nie satysfakcjonujący odwiert termalny, po którym została ta lokalna atrakcja, parking chyba 2eur. Kilka kamperów, namiotów, w wodzie trochę ludzi. Daje lekko zgniłym jajem. Działa cuda na pospinane mięśnie i nadszparnięte nerwy :icon_biggrin: Nocleg w Liptowskim Tarnowcu, gdzie o 20 wszystkie kuchnie były już zamknięte. Na szczęście w Maravar wydawał jeszcze tylko i wyłącznie dla swoich gości.
Na miejscu spotkaliśmy dwóch anglików, spędzających urlop w siodle - tylko boczne drogi, planowane rano przy fizycznej mapie, na zasadzie dziś jedziemy na zachód... Dotarli tu przez Belgię, Holandię, Niemcy, Czechy, Polskę.
2. dzień Tatry Niskie https://maps.app.goo.gl/LuAK5PmRzS5o2AWa9
Pierwszy punkt Dolina Demianowska, dojechaliśmy pod sam Chopok. Może się tam wybierzemy zimą na narty Kolejny stop to jezioro Cierny Vah. Dojazdówka kiepska, zasyfiona i ciężarówki z drewnem ścinające zakręty, mnóstwo rowerzystów. Widoki piękne.
Wracamy na 72 i jedziemy na drugą stronę Chopoka. W górę droga super, czyste zakręty, można śmigać! Pod Srdiecko pokazują, że dla motocykli jest parking pod samym hotelem, za szlabanem Zupełnie tu pusto, świetna kawa we włoskim stylu.
Droga w dół niestety na zakrętach zapiaszczona, także zdecydowanie ostrożniej niż w górę...
Cig dalszy 72 do Salas Zbrojska na obiad - oj dawno nie jadłem tak dobrej baraniny W Tisovcu zjeżdżamy na 531, a potem na Route 66
Rzut oka na Chmarossky viadukt, bliźniaczo podobny do naszego w Lewinie Kłodzkim.
O 15.30 jesteśmy na parkingu pod Dobszyńską Jaskinią Lodową. Jak się okazało z parkingu jest spory kawał do samej jaskinii, a ostatnie wejście na które liczymy jest o 16. Podobno wejście zajmuje min 20min. My po 15min z ciężką zadychą jesteśmy na górze. W kompletnych ciuchach z kaskami, bo wszystko na dole zamykają o 16, a ja zapomniałem linki zabezpieczającej... Jaskinia jest naprawdę duża, lodu w niej co nie miara, podobno liczy ponad 2tyś lat! Bluzy i kurtki się przydały, w jaskinii w najcieplejszym miejscu było +0,6stC. W dół schodziliśmy już spokojnym spacerkiem
Kolejny postój to jeziorko Palcmarska Masa. Klarownie czyste, sporo ryb.
Lecimy do Lewoczy na nocleg w wieży. Po drodze wpakował się przede mnie lokales pickupem Navara. Odpalił na zakrętach jak szalony, to się podpiąłem w kilku miejscach myślałem sobie, a może odpuścić, w końcu to nie wyścigi... Ale idealnie torował drogę - nagle nikt nie ścinał zakrętów! Rewelka! Po kilku km jak się skończyła najbardziej kręta trasa zwolnił i pomachał, żebyśmy jechali dalej. Naprawdę dobry kierownik!
Do Lewoczy wjechaliśmy bez nawi, oba telefony były na wyczerpaniu. Ale jakoś trafiliśmy do hotelu Pracháreň Levoča w pięknie odnowionej wieży obronnej. Mają 4 apartamenty, byliśmy sami. Niestety restauracja nie czynna poza sezonem. Także kolacja na rynku.
4 dzień widokowo https://maps.app.goo.gl/tMU46KWVTZj68nJL8
Zaczynamy śniadaniem w, w Leutschau CAFÉ - super stylowa kawiarnia! Dalej szybki dojazd do Zamku Spiskiego. Jesteśmy dość wcześnie, ale parking już się zapycha, kolejka do kasy na kilka min. Ciuchy i kaski zostawiamy przy kasie bez żadnych problemów. Zamek jest olbrzymi, z wieży widoki obłędne w każdą stronę
W międzyczasie kolejka do kas urosła znacząco, ludzie zaczęli przybywać masowo. My zmykamy autostradą na drugą stronę Słowacji aż do Wawryszowa. Tam wjeżdżamy na 537, która początko jest w kiepskim stanie - sporo poprzecznych uskoków. Motocykli coraz więcej. Droga coraz lepsza.
Szczyrbskie Pleso nas rozczarowało - sama komercja, zapchane parkingi, tłumy ludzi, parking życzą sobie 15eur. W końcu zostawiamy moto pod Reštaurácia Plesnivec, obok innych, za darmoszkę. Obsługa miła, ładuję telefon, pijemy piwko 0. Doszliśmy nad jezioro, ale że to park narodowy to kąpać się nie wolno. To nie Finlandia... Rozczarowani jedziemy dalej.
Każdy parking zawalony, co chwilę ktoś z Rajdu Koguta, ludzi wszędzie mnóstwo. Miasteczka zapchane. Widoki rekompensują. W końcu sobota.
Odbijamy na 66 w stronę granicy. A po chwili w podaną przez Damiana (dzięki!) wąską drogę na Osturnię, Hanuszkowce. Nowy asfalt, widoki piękne, 1 auto i masa rowerzystów. Na dole kilka motocykli. Super odcinek, polecam.
Dłuższy postój w Sromowcach Niżnych, spotykamy się ze rodziną z Wro. W końcu mieszkamy tak blisko, że możemy się spotkać tylko na drugim końcu Polski .
Wypoczęci lecimy do Nowego Sącza. Na przełęczy Osice wymieniają asfalt. W górę jedziemy po nowym! Niestety jest to miejsce kręcenia popisowych filmików na yt czy innego tiktoka! Prawie na nas wpadają kolesie na sportach lecący z góry, a ja prawie rozjeżdżam ich przygłupich kolegów kręcących filmiki i włażących na środek drogi, żeby złapać lepsze ujęcie! A to wszystko w gęstym ruchu samochodowym!
Lokales ciężarówką jadącą po tratwy wlecze się powoli pod górę, ale z górki zapycha ponad 100 na zakrętach i ciężko za nim nadążyć
Wzdłuż Dunajca spokojnie na rezerwie dojeżdżamy do moich rodziców w Nowym Sączu.
5 dzień powrót https://maps.app.goo.gl/aCFSuQZvTEQT8HHs5
Wyjazd po 16, wiadomo że będzie cieżko, bo mapy się świecą na czerwono. Jedziemy przez Limanową na Gdów do Wieliczki. Dalej już A4.
Droga fajna, za Limanową wąsko, ale przyjemnie. Kilka km zrywki, poza tym lux. Ostatnie km do Wieliczki to już sznury aut i korki. Ale tego się spodziewaliśmy. Ten odcinej zajmuje niecałe 1,5h
Kolejne 300km A4 to walka o życie. Albo korki, albo nagłe hamowania do zera. Wszyscy się pchają, zajeżdżają, puszają nerwy... Dawno nie miałem takiej masakry na tej znienawidzonej drodze zwanej autostradą...
Do domu dojeżdżamy ledwo żywi. przed 23. Ostatnie 100km miałem tak szybę zawaloną robactwem, że mało co widziałem...
Offline
Piekna relacja jednak Osturnie przejechałem
no i elegancko
gdybym miał ciut bliżej na Słowację to bym wyskoczył tez, ale z reguły wolne tylko sobota-niedziela...
Offline